Pierwszy od wypadku wyjazd w teren z Fantą

Nadszedł czas na wyjazd w teren

Minął już rok od wypadku Fanty. Na padoku systematycznie trenujemy stęp, kłus, galop, wolty, slalomy – wszystko to co należy by rozruszać konika który przez cały rok stał i nie ćwiczył. Te ćwiczenia są niezbędne by uelastycznić zranioną wcześniej nogę, rozruszać mięśnie i wypracować kondycję po to by było można pojechać z nią do lasu.

Na początku października zabrałam Fantę na spacer do puszczy, tak jak jej to obiecałam. Był piękny słoneczny dzień, idealny na wyjazd w teren. Pojechałam z Fantą w towarzystwie Zuzy i wałaszka o imieniu Magnum. Nasz spacer był spokojny i zaplanowany na 1 godzinę ponieważ nie chciałam przesadzać za pierwszym razem. Po wyjściu za bramę i przejściu na drugą stronę ulicy, jechałyśmy wzdłuż pola. Na otwartej przestrzeni mocno wiało, Fanta szła niepewnie, rozglądała się i była spięta. W pewnym momencie nie wiedzieć dlaczego, przeskoczyła z jednej strony ścieżki na drugą stronę; nie mam pojęcia co ją przestraszyło ale szłyśmy dzielnie dalej. Zuza i jej koń szli pewnie i powoli co niewątpliwie dodawało odwagi Fancie.

Wywoływacze końskiego stresu

Zostało nam około 200 metrów do pierwszej linii drzew, z daleka było słychać motocykl terenowy który dość mocno hałasował, a hałas niósł się po całej okolicy. Sama parę razy myślałam że zaraz wyjedzie z za jakiegoś zakrętu, bo te odgłosy cichły a po chwili się nasilały. Fanta w pewnym momencie stanęła, pewnie chciała dojrzeć to „coś” co tak hałasowało. Skierowałyśmy się w drogę prowadzącą do Ludwikowa, musiałyśmy wjechać między płoty na których była rozwieszona duża żółta reklama (nawet nie pamiętam co na niej było napisane), oczywiście przeraziła ta żółta powierzchnia mojego konika. Mocno musiałam się napracować żeby Fanta przeszła obok a nie uciekła do stajni. Robiłyśmy chody boczne, szłyśmy do tyłu, robiłyśmy kółka ale krok po kroku razem z Zuzą i Magnum udało nam się pokonać pierwszą straszną żółtą reklamę. Potem było lepiej, zaczęłyśmy kłusować a już między drzewami gdzie zrobiło się bardziej przytulnie zagalopowałyśmy. Niesamowita radość galopować na Fancie… naprawdę!

Przed samym Ludwikowem jest zielony znak z nazwą miejscowości, oczywiście został przez Konia „zmierzony” od góry do dołu. Musiałyśmy troszkę zwolnić, a potem już za znakiem przyspieszyć (to tak na wypadek jakby miał nas „zaatakować” ha ha ha). Wjechałyśmy na górkę i przeszłyśmy do stępa bo tam na polanie zazwyczaj jest dużo ludzi na piknikach. Po drodze spotkałyśmy parę koni z innej stajni, przywitałyśmy się i po krótkiej rozmowie pojechałyśmy w swoją stronę. Jadąc dalej minęłyśmy samochód bez żadnych niespodzianek ze strony Fanty. Potem skręciłyśmy w pierwszą w lewo na drogę która prowadzi do Maruszki; tam pojechałyśmy kłusem ale tym razem Zuza miała jechać pierwsza. Niestety Fanta zaczęła świrować, nie chciała iść jako druga, zamiast kłusować galopowała i koniecznie chciała wyprzedzić Magnum, wjeżdżała nawet w krzaki i patyki. Bojąc się o nią że w tych zaroślach coś sobie może zrobić zamieniłyśmy się i Fanta była jako pierwsza. Wyjazd w teren miał być dla niej „lajtowy”, więc zależało mi na tym żeby to ona nadawała tempo; tym bardziej że w stępie idzie wolniej bo przez wypadek ma skrócony krok. W kłusie czy galopie też nie chciałam żeby się spieszyła, ona musi dopiero wyćwiczyć i przez ćwiczenia uelastycznić nogę. Po tej zmianie było już dobrze pojechałyśmy kłusem do kapliczki Matki Boskiej a potem dalej, ale już galopem – prostą drogą leśną do Kicina.

Pozytywne i nieco mniej pozytywne rezultaty

Fanta po tak długiej przerwie nie wyjeżdżania w teren doskonale pamiętała którędy wraca się do stajni i gdy mijałyśmy te drogi koniecznie chciała tam iść – za pierwszym razem wystarczyła mała korekta, ale za drugim razem był bunt, który na szczęście nie trwał długo. Spotkałyśmy kolejne dwa konie ale tym razem z naszej stajni, była to Joanna na Gazeli i Jurek na Kali. Do stajni było już niedaleko więc razem wracaliśmy śmiejąc się i rozmawiając. Minęliśmy Kicin i tam przejechaliśmy przez nie do końca skoszone pole kukurydzy, żeby było szybciej. Przez to że szliśmy przez pole Fanta nie poznała ze jesteśmy blisko domu. Ale jak zobaczyła przy wysepce na polu ambonę od razu skojarzyła gdzie jest i przyspieszyła. Na początku chciała kłusować, a gdy jej nie pozwoliłam robiła długie kroki w stępie i jakieś 30 metrów przed stajnią poczułam że utyka. Wystraszyłam się że coś jej się stało, od razu po głowie zaczęły chodzić mi myśli że teren nie był jednak „lajtowy”, że przesadziłam, że podłoże nie równe, że kamieniste, a to wszystko ma wpływ na to jak się jej chodzi i że ją za bardzo zmęczyłam.

Po powrocie schłodziłam jej nogi, taki zimny masaż dla zmęczonych nóg. W stajni codziennie ją obserwowałam, troszkę kulała, utykała i chodziła tak jakoś sztywno. Ale było widać że polepsza się, bo z dnia na dzień chodziła coraz lepiej. Mimo wszystko dla pewności nie wsiadałam na nią przez dwa tygodnie, tak dla absolutnej pewności że Fancie przeszło. Po tym czasie zaczęłyśmy ćwiczyć na padoku i kiedy już byłam pewna że jest wszystko dobrze, ćwiczyłyśmy częściej i po kolejnych dwóch tygodniach wyjechałyśmy na kolejny spacer po puszczy.

Napisano w Inne, Konie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*