Wypadek Fanty i powrót do zdrowia

Jak to się właściwie stało

22 października 2011 – dokładnie rok temu, Fancie (jednemu z naszych koni) przytrafił się tragiczny wypadek. Jeden z koni wyłamał ogrodzenie i konie uciekły z padoku do lasu. Znaleźliśmy Fantę leżącą w lesie, co od razu wydało nam się podejrzane, kiedy podeszliśmy bliżej zobaczyliśmy, że leży w kałuży krwi. Okazało się, że jest ranna w prawą tylną nogę i kompletnie nie miała siły wstać. Robiło się już ciemno, więc w panice i z duszą na ramieniu zadzwoniłam do weterynarza żeby opisać sytuację i poprosić o pomoc. Weterynarz powiedział, że koń musi dojść do stajni bo w lesie i po ciemku nie będzie w stanie mu pomóc. I wyobraźcie sobie, że ona wstała! Fanta wstała! Jakby wiedziała, jakby czuła co ma zrobić. Do stajni na szczęście nie było daleko; małymi kroczkami mocno krwawiąc dotarliśmy i zrobiliśmy tymczasowy opatrunek, żeby choć w niewielkim stopniu zatamować krwawienie. Boks Fanty cały był zalany krwią, krew dosłownie wsiąkała nam wszystkim w buty. Do czasu przyjazdu weterynarza mogliśmy jedynie stać i patrzeć jak koń słabnie; dosłownie chwiała się na nogach. Minuty mijały jak godziny, cztery razy dzwoniłam do weterynarza żeby dowiedzieć się gdzie jest; czas jakby zatrzymał się w miejscu.

Diagnoza

W tym samym czasie kiedy przyjechał weterynarz, krwotok się nasilił i nie wyglądało to dobrze. Dostała zastrzyk uspakajający żeby można ją było bezpiecznie zbadać okazało się, że przecięła sobie tętnicę pęcinową no i prawdopodobnie ścięgno (zginacze palca) – ale to nie była pewna diagnoza. Widząc jak lekarz kręci głową – wiedzieliśmy, że sprawa jest poważna. Nie robił nam nadziei; jeśli wda się zakażenie – koń do uśpienia. Potem podał jej kroplówkę, przemył ranę (była głęboka na długość palca), założył profesjonalny opatrunek mocno ściskając ranę tak żeby jednocześnie zatamować krwawienie. O szyciu nie było mowy więc musieliśmy czekać…

W takim stanie Fanta niestety nie nadawała się do transportu do kliniki, ponieważ była za słaba i ledwie stała na nogach. Podczas jazdy w przyczepie koń zmuszony jest do balansowania całym ciałem żeby utrzymać równowagę. Rana była zbyt poważna na taką podróż. Fanta stojąc mocno krwawiła, więc podczas jazdy krwawienie mogłoby się znacznie nasilić. Było jeszcze jedno niebezpieczeństwo – gdyby się przewróciła w przyczepie to byłby poważny problem, ponieważ wyciągnięcie nieprzytomnego zwierzęcia z przyczepy jest praktycznie niemożliwe. Biorąc to wszystko pod uwagę zdecydowaliśmy się na podjęcie ryzyka i leczenie jej w „domu”, w stajni. Pojawił się również problem finansowy. Leczenie w klinice jest profesjonalne i opieka 24 godziny na dobę. Koszt takiego leczenia z pewnością przekroczyłby wartość konia – jest to niestety smutna prawda. Leczenie którego się podjęliśmy i tak było bardzo kosztowne. Wtedy wpadłam na pomysł jak podratować domowy budżet, uszyłam ozdobne serduszka i wypchałam je siankiem. Były to serduszka cegiełki, a za zebrane pieniądze z ich sprzedaży płaciłam weterynarzowi za wizyty. W ten oto sposób, wspólnymi siłami wraz z gromadą przyjaciół i miłośników koni udało się wyleczyć Fantę. Nie było łatwo, ale daliśmy radę. Korzystając z okazji – kolejny raz dziękuję wszystkim, którzy wspierali nas w tych trudnych chwilach.  

Terapia

Fanta stała w boksie przez dwa tygodnie. Puszczałam jej muzykę poważną żeby ją uspakajać; taka muzyko-terapia. Zaplatałam jej warkoczyki, śpiewałam i opowiadałam o tym jak będzie kiedy wyzdrowieje. Była bardzo cierpliwa. Jako że zwykle konie stoją od rana do wieczora na dworze, stanie w boksie przez tak długi czas to naprawdę był wyczyn. Po kilku dniach podawania leków przeciwbólowych Fancie się “polepszyło” i powrócił jej humor. Zaczęła zaczepiać inne koniki w stajni, ale sama zaczepiana złościła się i kopała w drzwi boksu aż popękały deski i przednia noga utknęła jej w drzwiach. Stało się to w nocy i zauważyliśmy dopiero rano jak jest strasznie spuchnięta i poraniona jej przednia noga od nadgarstka w górę aż po pachę. Noga wydawała się wykręcona pod dziwnym kątem i obawialiśmy się że jest złamana. Kolejny raz wzywaliśmy pilnie weterynarza. Na szczęście okazało się, że ścięgno uszkodziła sobie jedynie powierzchownie; zmiażdżyła sobie mięśnie, ale mimo wszystko to nie było poważne… znów najedliśmy się strachu.

Po kilku kolejnych dniach, po konsultacji z weterynarzem i za jego zgodą mogliśmy wyprowadzić ją na dwór. Zrobiliśmy Fancie mały padok zabezpieczony w taki sposób, żeby inne konie nie mogły jej podgryzać i denerwować, ale za to wszystko mogła widzieć i czuć się bezpiecznie. Była zadowolona jak zaczęliśmy ją wyprowadzać, choć kulała już na dwie nogi i była prawie cała w bandażach (wyglądała komicznie pomijając fakt jej cierpienia). Oczywiście cały czas była pod opieką weterynarza który zmieniał opatrunki – ale nie bez walki, bo Fanta za nim nie przepadała. Za każdym razem, kiedy widziała jego samochód uciekała ile miała sił na drugi koniec swojego padoku. Nie pozwalała mu się dotknąć i wyrywała się ile tylko mogła, dlatego musiała dostawać środki uspakajające. Ale czasem i to było za mało więc potrzebne były dudki. Opatrunek musiał być zmieniony, więc nie było wyjścia. Kiedy okazało się, że rana się goi, a zagrożenie zakażenia minęło, lekarz stwierdził że możemy sami przemywać jej ranę i codziennie przemywaliśmy ranę specjalnym mydłem antybakteryjnym i gencjaną na bazie wody dla dezynfekcji. I tak z dnia na dzień noga się goiła a Fanta czuła się coraz lepiej. Cieszyła nasze oczy a to pierwszymi podbieżkami, a to coraz mocniej błyszczącymi psotnymi iskierkami w oczach. Po jakimś czasie Fanta mogła stać razem z innymi konikami. Kaskader i Kala były bardzo wyrozumiałe i delikatne dla niej, przy koniach we własnym tempie zaczęła się ruszać w stepie, kłusie a czasem nawet galopowała.

Happy end!

Leczenie rany zajęło nam prawie rok; przez ten czas moja pięknotka Fanta zdrowiała i jadła, jadła (tyła i zdrowiała:)), ale za to teraz już na nią wsiadam i ćwiczymy na padoku kondycję, posłuszeństwo i wszystko to, co jej wyleciało z pamięci. Idzie nam całkiem nieźle. Fanciszka na początku leniwa i bez zapału do pracy, ale za to teraz jest coraz lepiej zaczyna być sobą a dla mnie to znak, że jest dobrze albo raczej wspaniale. Pierwsza diagnoza była, że koń do uśpienia, następna – że koń kosiarka do trawy). Na lekcjach nie przesadzamy z ilością ćwiczeń; z lekcji na lekcję wydłużamy kłus i od niedawna galop.

Trudno to opisać jaka byłam szczęśliwa, kiedy na niej zagalopowałam po raz pierwszy od tak długiego czasu, aż łzy popłynęły mi z oczu ze szczęścia. Po tak złych rokowaniach to naprawdę jest ogromny sukces że koń tak pięknie sobie radzi. Jeszcze nie raz pojedziemy razem na spacer po puszczy.

Napisano w Konie
2 komentarzy dla “Wypadek Fanty i powrót do zdrowia
  1. Kasia i Julciak napisał(a):

    Pewna młoda osóbka opowiedziała mi o nowej Stajni:) Mam nadzieję, że niebawem Was odwiedzimy! Gratulujemy Fancie powrotu do zdrowia a właścicielom wytrwałości i wiary w cuda! Czekamy na informacje kiedy można odwiedzać i poznać osobiście stajenne towarzystwo:) Pozdrawiamy serdecznie ze Swarzędza

    • Beata napisał(a):

      „Stajenne towarzystwo” bardzo się cieszy że ktoś chce je poznać. Zapraszamy w każdy dzień tygodnia. Prozę jednak o wcześniejszy kontakt telefoniczny. 513 134 703 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*